Nieco ponad 100 lat temu nikt nie wiedział o istnieniu wirusów. Zobaczyliśmy je dopiero w latach 30-tych XX wieku dzięki mikroskopom elektronowym. Wirusy są nawet stukrotnie mniejsze od bakterii i znacznie prostsze. To małe kawałki materiału genetycznego w płaszczu białkowym. Te najliczniejsze jednostki biologiczne na Ziemi mogą zakażać rośliny, zwierzęta a nawet bakterie. Do namnażania się jednak potrzebują żywej komórki. Wielu naukowców nie postrzega wirusów jako organizmy żywe mimo to są bardzo niebezpieczne.

Wirus grypy to mistrz w maskowaniu się. Ciągle mutuje by unikać układu odpornościowego. Najgroźniejszą odmianą tego wirusa okazuje się być wirus hiszpanki. To najgorszy morderca w dziejach. Ocenia się, że w latach 1918 – 1920 zabił 50 mln ludzi. To pięć razy więcej niż I wojna światowa. Wirus polio to kolejny barbarzyńca, który atakuje układ nerwowy szczególnie u dzieci. Ciężko chorzy potrzebowali żelaznych płuc przez niewydolność mięśni oddechowych.

Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom w Atlancie przechowuje jednak jeszcze groźniejszego wirusa. Zabijał japońskich cesarzy i europejskich królów. Wymordował 90% Azteków i zniszczył ich imperium. Tylko w XX wieku odpowiada za śmierć przynajmniej 300 mln osób. To wirus ospy prawdziwej. Według Dr Donalda A. Hendersona z Center for Biosecurity, Maryland ospa prawdziwa, na przestrzeni ostatnich XXXV wieków była najgroźniejszą plagą, z którą zmagała się ludzkość. Umierało nawet 30% zakażonych. Ofiary tej przenoszonej drogą kropelkową choroby często zostawały oszpecone i cierpiały katusze. Zaczyna się od grudek pokrywających ciało chorego. Pojawiają się wszędzie, nawet w jamie ustnej utrudniają przełykanie w dodatku nie ma sposobu na złagodzenie bólu. Antybiotyki nie pomagają. Ten wirus to potwór, który nie występuje już dziko. Ospa prawdziwa to pierwsza choroba w historii, którą udało się wyeliminować.

Ponad 100 lat przed odkryciem istnienia wirusów młody angielski lekarz, Edward Jenner słyszał mleczarkę przechwalająca się, że ospa jej nie grozi, bo wcześniej zaraziła się wirusem krowianki, łagodniejszej formie ospy prawdziwej. W trakcie jej trwania pojawiają się na wewnętrznych stronach dłoni wykwity. Jenner nie był pierwszą osobą, który skojarzył te dwie choroby jednak jego zasługą było przeprowadzenie kluczowego eksperymentu. Dziś z pewnością spędzałby czas w więzieniu i uznano by go za skrajnie nieetycznego, gdyż zaraził wirusem krowianki 8-letniego chłopca. Gdy ten zaczął gorączkować, Jenner naciął mu skalpelem ramię i wtarł w ranę ropę ofiary ospy prawdziwej. Okazało się, że krowianka zapewniała odporność na ospę prawdziwą. Nowe odkrycie Jennera z czasem nazwano szczepionką – vaksin, z łac. vacca – krowa.

Szczepionka pomaga układowi odpornościowemu przygotować się na konkretny środek chorobotwórczy, dając mu przedsmak czekającej go walki. Dzięki niej zaatakowany organizm jest później gotów do produkcji stosownych przeciwciał. Jenner nie tylko wzbogacił nasz medyczny arsenał ale i ożywił pewne marzenie. Pojawiła się możliwość przekształcenia świata, w którym jesteśmy podatni na choroby w taki, w którym je kontrolujemy i jesteśmy w stanie je powstrzymywać.

Zakaz wjazdu z powodu ospy


Po około 150 latach od odkrycia Jennera ospa prawdziwa wciąż zabijała w ponad 60 państwach. Według dr Hendersona notowano na świecie 10 mln zachorowań i 2 mln zgonów rocznie. To był ogromny problem. W roku 1966 Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) powołała zespół, który miał doprowadzić do likwidacji ospy prawdziwej w ciągu 10 lat. Nie była to popularna inicjatywa. Uchwała przeszła zaledwie dwoma głosami. Wielu naukowców twierdziło, że to niemożliwe, że to kolejne utopijne marzenie lat 60-tych, które nigdy nie spełni się. Ludzie myślą, że trzeba zaszczepić każdego. Nie trzeba. Ospa prawdziwa przenosi się od człowieka do człowieka. Wysyłano grupy w obszary, na których wystąpiła i szczepiono ludzi, którzy mieli kontakt z chorymi. Stawiano przed chorobą bariery, utrudniając jej rozprzestrzenianie się. Ludzie Hendersona odwiedzali najdalsze zakamarki globu, by powstrzymać szerzenie się choroby.

W połowie lat 70-tych zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Zespół wiedział jednak, że jedno duże ognisko epidemii może zniweczyć całą ich pracę. W październiku 1977 roku zespół wezwano do somalijskiego portu Mersa, gdzie chorował 23-letni mężczyzna. Został niezwłocznie odizolowany a osoby, które weszły z nim w kontakt szybko zaszczepione. Po kilku dniach okazało się, że nie odnotowano kolejnych zachorowań. Był ostatnią osobą zakażoną naturalnym wirusem ospy prawdziwej. Przeżył.

Wyeliminowanie ospy prawdziwej jest jednym z największych osiągnięć ludzkości. Większe od lądowania na księżycu czy rozszczepienia jądra atomu. To triumf współpracy międzynarodowej i nauki.

Chorobę wyeliminowano ale nie wirusa. CDC – jedna z agencji rządu federalnego Stanów Zjednoczonych i Rosja, to jedyne dwie placówki na świeciepsb mające zezwolenie na przechowywanie wirusa ospy prawdziwej. Dr Thomas R. Frieden, dyrektor Centers for Disease Control and Prevention (CDC) twierdzi, iż to dla bezpieczeństwa na wypadek powrotu choroby. Istnieje ryzyko, że wirus zostanie wykorzystany jako broń biologiczna. Dr Henderson jest przekonany, że pozyskaliśmy już wszystkie dane potrzebne do walki z nawrotami choroby a ryzyko przechowywania czegoś tak zjadliwego jest zbyt wielkie. Ponadto, od roku 1995 roku apeluje o zniszczenie wirusa.

Niezależnie od tego, wyeliminowanie choroby przyczyniło się do większych, masowych akcji innych szczepień. Niektórzy mówią nawet o nastaniu ery szczepionek. CDC wychodzi z założenia, że najlepiej zapobiegać niż leczyć a szczepionki są tu potężnym narzędziem. Stale opracowują nowe do walki z WZW C, wirusem brodawczka ludzkiego (HPV), odrą czy polio.

W epoce wiktoriańskiej wskaźnik umieralności niemowląt był zatrważający. Wiele dzieci umierało w skutek zakażeń, które teraz eliminują szczepionki. Średnia długość życia wydłuża się a choroby zakaźne są w odwrocie. Musimy jednak zachować czujność.

Kiedy Waszyngton umierał, średnia długość życia w wielu miastach Zachodu wynosiła 35 lat. Dziś jest ponad dwukrotnie dłuższa. Przez ostatnie II wieki, obserwacje, wytrwałość i szczęście pozwoliły nauce zidentyfikować zarazki wywołujące choroby i opracować antybiotyki oraz szczepionki, które je zwalczają. Bakterie i wirusy są w odwrocie. Przynajmniej na razie. Obecnie śmierć w młodym wieku jest czymś wyjątkowym. Za wcześnie jednak na świętowanie zwycięstwa nad chorobami. Żyjemy w świecie bardziej niż kiedykolwiek podatnym na pandemię. Istnieje ryzyko rozpowszechnienia się zarazków z tropikalnych lasów deszczowych lub afrykańskiej gorączki krwotocznej, wywoływanej wirusami Ebola czy Marburg. To duże zagrożenie. Realna też jest groźba powstania śmiercionośnej mutacji wirusa grypy. Czynniki chorobotwórcze ewoluują. Może pojawić się coś równie zabójczego jak grypa z 1918 roku. Lekooporność bakterii może natomiast zmienić nasze magiczne pociski w ślepaki. To jeden z najpoważniejszych problemów stojących przed dzisiejszą medycyną. Niektórzy uważają, że zagrożenia te mogą cofnąć nas do epoki średniowiecza, kiedy operacje, porody czy drobne rany prowadziły często do śmierci w męczarniach.szczepienia_dzieci

Faktem jest, że naukowcy w laboratoriach ciągle pracują nad zarazkami i szukają nowych sposobów walki z chorobami zakaźnymi. Wiedza zdobyta przez ostatnie 200 lat stawia nas w dobrej pozycji do dalszej walki z drobnoustrojami. Czy jednak nie nadużywamy osiągnięć medycyny i nie działamy na szkodę gatunku? Nadmierne korzystanie z produktów medycznych i nielogiczne zapobieganie może wykończyć nas wcześniej aniżeli pandemia chorób tropikalnych.

źródło: http://paleolifestyle.pl/?p=970/